wtorek, 16 października 2018

Amigdalina

Kiedy dodamy letril (amigdalinę) do komórek nowotworowych, w których jest enzym glukozydazy, to pod mikroskopem widać, jak komórki te wymierają” - biochemik, dr Kanematsu Sugiura

Dr Ralph Moss o badaniach nad amigdaliną dowiedział się przypadkowo, bo w Memorial Sloan–Kettering Hospital, gdzie dr Sugiura prowadził swoje badania, oficjalnie o amigdalinie się nie mówiło. Obowiązywał zakaz komentowania, a jeśli już ktoś coś mówił, to podkreślał jej małą przydatność. Kiedy dr Moss poznał szczegóły i stwierdził, że amigdalina wykazuje ogromną efektywność w kontroli rozwoju raka, postanowił poinformować o tym świat medyczny. Ostatecznie był szefem działu do spraw publicznych w Memorial. Zwołał więc konferencję, na której szczegółowo omówił działanie amigdaliny oraz jej możliwości. Podał też nazwiska osób, którym zależało na „amigdalinowej ciszy”. Dr Moss już następnego dnia był bezrobotny.

Wyżej wspomniany dr Sugiura udowodnił, że amigdalina potrafi powstrzymać wzrost niewielkich rozmiarem guzów i w zdecydowany sposób zapobiec przerzutom na płuca u zwierząt z rakiem piersi. Oczywiście opinii dr. Sugiura zaprzeczyli „nasi naukowcy”, którzy przeprowadzili natychmiast własne badania, w których zamiast amigdaliny wykorzystali jej mało aktywną formę, izoamigdalinę. Rezultat mógł być tylko jeden: terapeutyczna nieskuteczność.

Kiedy dożylnie podawali amigdalinę chorym na raka, będącym już w beznadziejnym stanie i po trzech tygodniach zaobserwowali cofanie się choroby, wówczas badania przerwano.

Inni z kolei naukowcy, zajmujący się amigdalina, zauważyli jej 60-procentową skuteczność w powstrzymaniu nawrotów raka i jego przerzutów na płuca. („Dosage levels of laetrile”; 1997). O podobnej skuteczności mówi też dr Moss, wskazując amigdalinę jako skutecznie działający lek o niezwykłej efektywności.

Niewątpliwie słyszał też o amigdalinie dr Duglas Brodie, absolwent uniwersytetu w Michigan i specjalista z zakresu immunologii, stosując ją w swoim szpitalu w Nevadzie: „Po wielu latach obserwacji pacjentów, którym podawana jest amigdalina, możemy z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nie jest ona ani toksyczna, ani bezużyteczna”. Z tym, że muszą jej zawsze towarzyszyć inne substancje odżywcze (witaminy lub enzymy) po to, aby zwiększyć jej terapeutyczne działanie”.

Dr Brodie, stosując amigdalinę dożylnie, ustalił jej dawkę na 9 gramów dziennie przez okres 3 tygodni. Lekarze, zwolennicy amigdaliny, zalecają ją jako skuteczną formę prewencji zwłaszcza w postaci doustnej.

Dziś, kiedy „naukowy marketing” pisze o amigdalinie, w której można odnaleźć pochodne cyjanku, to przedstawia ją jako coś, co potrafi zaszkodzić, zatruć, a nawet zabić! Znany jest przypadek, kiedy to dr H. Manner, amerykański onkolog, zwolennik terapii nowotworów z użyciem amigdaliny, próbował na konferencji, której był prelegentem, zaprzeczyć nagłośnionemu przez FDA „argumentowi”, że amigdalina zabija. Tym argumentem była śmierć dziewczynki, która niby to miała spożyć amigdalinę, zażywaną przez jej ojca. Szpitalny lekarz, wiedząc ze środowiskowego wywiadu o terapii ojca, odnotował fakt „możliwości zatrucia cyjankiem”. W związku z tym zastosowano odtrucie. Dziewczynka zmarła. Jakież musiało być zdziwienie i konsternacja dr. Mannera, kiedy w trakcie prelekcji jeden z obecnych na sali ekspertów, powołując się na argument FDA, usłyszał ripostę od obecnej na sali matki zmarłej dziewczynki: „W szpitalu zastosowano antidotum na zatrucie cyjankiem, które było właśnie przyczyną jej śmierci (…). Moje dziecko nigdy nie dotknęło letrilowych pastylek swojego ojca!”.
Fakt ten nie powstrzymał dalszych kłamstw przekonujących o szkodliwości amigdaliny.

Gdyby naprawdę miała zabijać, to powinniśmy dawno już wszyscy wymrzeć, albowiem związki cyjanku, jakie znajdują się w amigdalinie, są obecne w pestkach owoców i ziarnach, szczególnie w migdałach, morelach, brzoskwiniach, awokado, śliwkach, jabłkach, gruszkach, jak również w siemieniu lnianym i jęczmieniu.
To właśnie amigdalina nadaje im specyficzny, gorzki smak, a związki cyjanku w nich zawarte mogłyby zabić co najwyżej muchę.

pestka awokado

Ponadto ci, którzy przyjmują amigdalinę, nie wykazują skutków ubocznych z uwagi na fakt, że cyjanek w niej występujący uwalnia się tylko w przypadku zwiększonej ilości komórek nowotworowych.

Dlaczego Hunzowie nie chorują na raka? Bo ich przysmakiem są m.in. pestki z moreli, w których amigdaliny jest najwięcej. Zapewne spożywają ich wiele, bo ilość cyjanku w ich krwi sięga nawet poziomu 3 gramów! Czy to dużo? Dużo, jeśli porówna się ich wyniki do tych uzyskanych u ludzi tzw. cywilizowanych. Ci mogą jedynie poszczycić się od 2 do 3 mg cyjanku we krwi i z tego m.in. powodu mogą też pochwalić się nowotworami. Podobnież kiedy będziesz wśród Hunzów i spróbujesz wyrzucić pestkę owocu do śmieci, możesz zostać zganiony. „One są najważniejsze” – twierdzą Hunzowie.

Artykuł powstał dzięki materiałom zawartym w książce J. Maslanky "Od lekarza do grabarza"



Szukając informacji na temat amigdaliny (wit. B17, letril) i przeglądając łatwo dostępne źródła, można w pierwszej kolejności natknąć się, że amigdalina może spowodować zatrucie, gdyż letril w organizmie rozkłada się na cyjanowodór.
A może to co tanie, ogólnodostępne i przede wszystkim skuteczne jest specjalnie negowane i szufladkowane przez koncerny farmaceutyczne? Po co leczyć się występującymi w naturze środkami? Na tym firma farmaceutyczna nie zarobi, skoro każdy może sobie wyjąć lekarstwo z owocu.

Na bazie amigdaliny produkowano dawniej preparat pod nazwą Laetrile. Jednak został on wycofany z rynku przez FDA (amerykańska Agencja Żywności i Leków), ze względu na brak dowodów jego skuteczności i duże ryzyko zatrucia cyjankiem.


Kiedyś słyszałem jak dziecku wpajano żeby nie jadło pestek z owoców, bo ta pestka w brzuchu wyrośnie. Często właśnie takimi bredniami jesteśmy karmieni od najmłodszych lat.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza